Nice to see you again, Cracow!

Last time I was in Cracow literally ages ago… For some reason I kept on postponing my trip there. For sure almost 6 hours long train ride didn’t help… Last week I had something planned in Cracow and I seized the opportunity to stay there for a couple of days. In today’s post you will find plenty of photos, restaurants recommendations and my general impression of the city.

Ostatni raz byłam w Krakowie dosłownie wieki temu… Jakoś ciągle odkładałam podróż tam na później, a niemal sześciogodzinna jazda pociągiem na pewno nie ułatwiała zadania. W zeszłym tygodniu miałam zaplanowane spotkanie w Krakowie, więc wykorzystałam sytuację, by zostać w mieście kilka dni dłużej. W dzisiejszym poście podzielę się z Wami wieloma zdjęciami, poleceniami oraz ogólnym wrażeniem.

DSC_0554

I stayed in Ars Hostel – the hostel definitely isn’t the nicest one I have seen but it’s very well located: right between Wawel and Kazimierz, not far from the Main Square. That let me explore these three main areas of the city. I didn’t take any bus, tram or taxi – I just walked all the time.

In the photo below you can see the hostel’s courtyard: a true hidde gem of Cracow.

Zatrzymałam się w Ars Hostel – nie był to z pewnością najpiękniejszy hostel, w jakim miałam okazję się zatrzymać, ale był świetnie położony: między Wawelem a Kazimierzem, niedaleko od Rynku Głównego, mogłam więc łatwo zwiedzić te trzy dzielnice miasta. Poruszałam się wyłącznie pieszo.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć zdjęcie dziedzińca hostelu: to prawdziwa ukryta perełka Krakowa.

IMG_20190920_153748_486

Kazimierz – a historical district of Cracow, Jewish district and an important center of cultural life of the city is one of my favourite places in Cracow. It’s a peculiar, vibrant districts loved by the artists. I love Kazimierz’s atmosphere: just wandering though its streets and stopping at its markets is a great experience.

Kazimierz – historyczna dzielnica Krakowa zwana dzielnicą żydowską oraz ważne centrum życia kulturalnego miasta jest jednym z moich ulubionych miejsc w Krakowie. Ma swój styl, tętni życiem i jest kochana przez artystów. Uwielbiam atmosferę Kazimierza: już samo przechadzanie się jego uliczkami i zakupy na tamtejszych ryneczkach są świetnym doświadczeniem.

DSC_0621

Of course walk in Cracow Old Town was a must. I don’t know Cracow very well so I opted for a guided tour with Walkative – it was a great opportunity to learn things I didn’t know about the city and discover some places where I wouldn’t get on my own. Within two hours we saw the Planty Park, Barbican, main places in the Main Square and around it, Collegium Maius and some more. The weather was great (actually that was the only good weather day during my stay in Cracow) so visiting the city was just perfect.

Oczywiście nie mogło się obyć bez spaceru po Starym Mieście. Ponieważ nie znam dobrze Krakowa, poszłam na spacer z przewodnikiem z Walkative – to była świetna sposobność, by dowiedzieć się czegoś nowego o mieście i zobaczyć miejsca, do których sama bym nie trafiła. W ciągu dwóch godzin byliśmy w Plantach, przy Barbakanie, zobaczyliśmy najważniejsze miejsca na Rynku Głównym oraz tuż obok, Collegium Maius i inne. Pogoda dopisała (de facto był to jedyny dzień z ładną pogodą mojego pobytu w Krakowie), więc zwiedzanie było bardzo przyjemne.

I always try to squeeze jogging into my schedule, even when travelling. During the weekend in Cracow I went running long the Vistula river, close to the Wawel Castle. It’s also a vibrant part of the city, with many restaurants and bars on boats. Unfortunately I didn’t manage to make it to Forum Przestrzenie but this will be on my list during the next trip to Cracow.

Zawsze staram się znaleźć czas na bieganie, nawet gdy podróżuję. Podczas weekendu w Krakowie na trasę biegową wybrałam drogę wzdłuż Wisły, nieopodal Zamku na Wawelu. To także żywa część miasta, z knajpkami i barami na łodziach. Niestety nie udało mi się dotrzeć do Forum Przestrzenie, ale z pewnością będzie ono na liście miejsc do odwiedzenia następnym razem.

20190920_144541

So once I was done with sport I deserved good food. When travelling I tend to go out for food way more often than when I am at home so I always look for good restaurants. In Cracow finding them isn’t that easy as the city -especially the Old Town – is full of tourist traps. There are also many places which serve decent food with it’s overpriced. Luckily I have managed to find a few great spots. Ranny Ptaszek is considered one of the best breakfast places in Cracow – no wonder the place was really busy just after 8 am! Breakfast there isn’t the cheapest (around 20-25 zł without any drink) but it’s yummy and incredibly filling: I had shakshuka with feta cheese and fresh herbs which was served with pita bread and hummus. My boyfriend had “hearty breakfast”: bowl loaded with chickpeas, sausage, egg, pickes and, also, pita bread with hummus. We absolutely loved the breakfast and would recommend it to anyone visiting Cracow.

Skoro sport miałam za sobą, porządne jedzenie wydawało się co najmniej zasłużone. Gdy podróżuję, dużo częściej jadam na mieście niż będąc u siebie, więc zawsze staram się znaleźć dobre restauracje. W Krakowie nie jest to najłatwiejsze zadanie, bo miasto to – a zwłaszcza Stare Miasto – jest pełne turystycznych pułapek. Co prawda można także znaleźć miejsca, gdzie dobrze zjemy, ale często słono za to zapłacimy. Na szczęście udało mi się znaleźć kilka świetnych knajpek. Ranny Ptaszek uważany jest za jedno z najlepszych śniadaniowych miejsc w Krakowie – trudno się więc dziwić, że tuż po 8 było już tłoczno. Śniadanie tam nie należy do najtańszych (ok. 20-25 zł bez żadnego napoju), ale jest pyszne i sycące: ja zamówiłam szakszukę z fetą i świeżymi ziołami, która jest podawana z humusem i chlebkiem pita. Mój chłopak wybrał “krzepiące śniadanie”: talerz naładowany ciecierzycą, kiełbasą, jajkiem, piklami, także serwowany z humusem i pitą. Śniadanie bardzo nam smakowało i zdecydowanie polecam to miejsce wszystkim odwiedzającym Kraków!

Just before going to Cracow I saw Tasteaway’s instastories from there: they recommended a place called Zazie – one of few Polish restaurants with Michelin star. I only checked Zazie’s website out of curiosity as I was expecting the place to be very expensive. I was really surprised to find out that the prices were fair, especially for such a popular destination as Cracow. I booked a table there and that was one of the best decisions regarding the trip 🙂 We went to Zazie with a group of friends, everyone chose something different from the menu and everyone was really satisfied with what they got. Boeuf bourguignon, gratin, salads… they were all super tasty!

Tuż przed wyjazdem do Krakowa natknęłam się na instastories Tasteaway właśnie stamtąd: polecali oni Zazie – jedną z niewielu polskich restauracji z gwiazdką Michelin. Weszłam na stronę Zazie w zasadzie z czystej ciekawości, bo spodziewałam się bardzo wysokich cen. Bardzo zdziwiłam się, gdy okazało się, że wcale takie nie są, wręcz przeciwnie, były całkiem przyzwoite, zwłaszcza w tak popularnym miejscu jak Kraków. Zarezerwowałam tam więc stolik i była to z pewnością jedna z najlepszych decyzji tego wyjazdu 🙂 Udałam się do Zazie wraz z grupą znajomych, każdy wybrał coś innego i każdy był zachwycony tym, co dostał. Boeuf bourguignon, zapiekanka ziemniaczana, sałatki… wszystko było przepyszne!

DSC_0582

And one more, definitely less formal place I would like to recommend in Cracow. In the era of kebab and pizza shops which replaced local street food it good to find a great place with the Polish zapiekanki. Zapiekanki Lajkonik are very tasty and cheap. If you’re looking for good street food in Cracow, you definitely should head there!

I jeszcze jedno, zdecydowanie mniej formalne miejsce, które chciałabym polecić w Krakowie. W erze budek z kebabami i pizzą, które zastąpiły swojski street food miło jest znaleźć świetne miejsce z polskimi zapiekankami. Zapiekanki Lajkonik są bardzo smaczne i tanie. Jeśli szukacie dobrego street foodu w Krakowie, koniecznie się tam udajcie!

DSC_0689

Below some more snaps from Cracow. If you like this article, make sure you follow me on Facebook so that you don’t miss new posts! 🙂

Poniżej jeszcze kilka ujęć z Krakowa. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, koniecznie polub moją stronę na Facebooku, by nie umknął Ci żaden nowy post! 

DSC_0577

[ENG] Why I will go back to Cambodia

It happens very often that after I come back from a trip people ask me if I’m going to go back to the same place. I’m not a person who has her favourite place in the world and I go back there as often as I can. Even though because of my job and passion Italy has a special spot in my heart, I can’t imagine this country becoming my main holiday destination. Amongst my friends there are people who fell in love with a particular place or country and they go back there many, many times. I understand it but I prefer discovering new spots and even though I have been to many wonderful places, I usually don’t plan on going back there – I rather search for another place that I will fall in love with.

But I feel that Cambodia will be an exception here and I hope to go back there as soon as possible. Do you want to know why?

DSC_1530

First of all I feel that I absolutely haven’t made the most of Cambodia: few days in the country were planned on the way to Thailand (had my flight back home from there) from Laos mostly because I wanted see the spectacular Angkor Wat temples. So I can say that Cambodia wasn’t really my main destination but rather a beautiful stop on the way before one place and another. It didn’t take me long to realise that I should have planned a longer stay in Cambodia. Angkor Wat is a truly incredible place (soon you will be able to read a post about it on the blog 🙂 ) but there’s much, much more to Cambodia than just these temples.

This country is full of beautiful spots I’m already preparing a list of places I would like to see: for example pepper fields, villages around the Tonlé Sap lake and the ones floating on it (!!!) and the Southern part of Cambodia: Kampot area and the islands. But to me travelling is not only going from a place to another but also getting to know a new culture and understanding the people who live there. I really loved the Cambodian people: they’re always smiling, super friendly and many of them speak English very well (way better than in Thailand, not to mention Laos). There’s also one more important thing about Cambodians: I’m really touched by the country’s recent history. Cambodians have experiences an unbelievable cruelty of the Khmer Rouge and now are rebuilding the country, trust and national pride. Unfortunately the results of the civil war can still be easily spotted: on the streets you can see very, very few elderly people, you can clearly understand that this generation is missing. The propotion of the Khmer Rouge victims to the country population is bigger that in any other country in recent history, it is estimated that 20-25% of the Cambodian population were killed. Amongst the people who survived there are many crippled people who lost their health because of land mines explosions – land mines that are still present in Cambodia, especially in the Western part of the country. Recently rats (!) have been used in order to smell and find landmines that later are detonated by soldiers. I really hope that the country will be landmines-free shortly, I’m sure that will influence a lot safety and stability of Cambodia.

But let’s talk about Cambodia nowadays. Even though we can’t (and shouldn’t) forget the terrible history of the country, it’s great to see that the country is flourishing now and becoming more and more developed. In the city of Siem Reap I loved its colours, great atmosphere, charming bars and delicious food. I walked through the city during the day and went to night markets during the evenings. For longer distances I used tuk tuks as main mean of transport and I had the impression that there are thousands of tuk tuks literally everywhere! All these aspects create an interesting and vibrant city.

Of course the country wouldn’t be developping as fast as it’s doing now without all the tourists who visit Cambodia each year. But let’s be honest, all the hotels, bars and restaurants don’t treat their employees the same way and sometimes the money we spend in Cambodia doesn’t necessarily go to the locals. That’s why I think it’s a good idea to do a small research before booking a hotel or deciding where to go for dinner. During my stay in Cambodia I decided to go for a beer in a pub because of this sign:

DSC_0194

I will definitely be looking for similar places when I go back to Cambodia. Hopefully that will happen soon, I already have some plans in mind 🙂

Below you can find some photos taken during my stay in Cambodia, I tried my best to capture the country’s atmosphere. Soon I will post an article about Angkor Wat (with many, many photos), stay tuned!

DSC_0034DSC_0074DSC_0086DSC_0106DSC_0116DSC_0214DSC_0227DSC_1444DSC_1463

[PL] Kilka słów o tym, dlaczego na pewno wrócę do Kambodży

Często gdy rozentuzjazmowana po powrocie z podróży opowiadam o wspaniałym zakątku, z którego właśnie wróciłam, słyszę pytanie, czy zamierzam ponownie go odwiedzić. Nie należę do osób, które mają swoje ulubione miejsce na świecie i stale do niego wracają na wakacje. Choć zawód i wielka pasja łączą mnie z Półwyspem Apenińskim, to nie wyobrażam sobie uczynić z Włoch głównego kierunku moich podróży. Wśród znajomych mam z kolei wielu pasjonatów konkretnego miejsca bądź kraju, do którego wracają gdy tylko mogą. Rozumiem ich podejście, ale ja z kolei uwielbiam odkrywać nowe zakątki i mimo, że byłam w wielu przepięknych miejscach, to zazwyczaj nie planuję do nich wracać – pora przecież szukać nowego miejsca, które skradnie moje serce.

Czuję jednak, że Kambodża będzie wyjątkiem i najchętniej już teraz wróciłabym do tego kraju. Chcecie dowiedzieć się dlaczego?

DSC_1530

Przede wszystkim czuję wielki niedosyt: parę dni w tym kraju zaplanowałam, by wracając z południa Laosu do Tajlandii (skąd miałam powrotny lot) zahaczyć o Kambodżę, by przede wszystkim zobaczyć spektakularne świątynie Angkor Wat. Kambodża nie była więc głównym celem podróży, a raczej dodatkiem czy też przystankiem w drodze. Szybko zorientowałam się, że powinnam była zaplanować tam więcej czasu – Angkor Wat to faktycznie miejsce, które moim zdaniem trzeba odwiedzić będąc w tej części świata (a wpis na jego temat pojawi się niebawem na blogu 🙂 ), ale w Kambodży można zobaczyć, przeżyć i posmakować dużo, dużo więcej.

Kraj ten jest pełen pięknych i wyjątkowych zakątków i już teraz planuję, by kilka z nich odwiedzić – są to na przykład pola pieprzowe, wioski wokół i na (!!!) jeziorze Tonlé Sap oraz południe kraju: okolice Kampot i wyspy. Podróże to przecież jednak nie tylko zaliczanie kolejnych miejsc z listy, a przede wszystkim poznanie kultury i zbliżenie się do nowego nam narodu. W Kambodży tamtejsi ludzie zrobili na mnie świetne wrażenie: uśmiechnięci, przesympatyczni, a z większością z nich można spokojnie dogadać się po angielsku (dużo lepiej niż z tubylcami w Tajlandii, o Laosie nie wspominając!). Ponadto wzrusza mnie bardzo historia tego kraju, okrucieństwo Czerwonych Khmerów, a teraz budowanie na nowo państwa, poczucia bezpieczeństwa i dumy narodowej. Skutki wojny domowej wciąż niestety widać gołym okiem: próżno wypatrywać na ulicach osób starszych, tego pokolenia po prostu brakuje. Nic dziwnego, bowiem liczba ofiar Czerwonych Khmerów jest w proporcji do liczby ludności wyższa niż w jakimkolwiek kraju na świecie we współczesnej historii, najprawdopodobniej zginęło wtedy 20-25% populacji. Wśród ocalałych jest mnóstwo kalekich, którzy utracili zdrowie przez wybuchy min – min, których wiele wciąż jeszcze jest na nieoznakowanych polach, głównie w zachodniej części kraju. Dzisiaj w ich wykrywaniu pomagają… szczury. Miny wywęszone przez gryzonie unieszkodliwiają później specjalnie wyszkoleni saperzy. Mam wielką nadzieję, że w jak najszybciej uda się usunąć jak najwięcej min, co na pewno przyczyni się do budowania bezpieczeństwa i stabilizacji kraju.

Ale wróćmy do Kambodży dzisiaj… Choć o smutnej historii nie da się (i nie powinno się) zapomnieć, to pięknie jest widzieć, jak kraj powstaje z kolan, rozkwita i rozwija się z każdym rokiem. Miasto Siem Reap urzekło mnie swoimi kolorami, wspaniałą atmosferą oraz urokliwymi barami z pysznym jedzeniem. Z przyjemnością przechadzałam się po uliczkach miasta za dnia i po nocnych targach wieczorami, dłuższe dystanse pokonywałam natomiast w tuk tukach, których w Kambodży jest niezliczona ilość! Wszystko to tworzy ciekawe, pełne życia i pozytywnej energii miasto.

Sporą rolę w rozwoju kraju ma oczywiście także turystyka, która dała Kambodży mnóstwo miejsc pracy. Bądźmy szczerzy, hotel hotelowi czy knajpka knajpce nierówna i nie zawsze pieniądze, które wydajemy w Kambodży trafią do tubylców (albo zaledwie ich mała część), dlatego polecam trochę się rozejrzeć i doinformować zanim zdecydujemy, gdzie chcemy wynająć pokój, a gdzie pójść na kolację. Do zatrzymania się w pewnym barze w Siem Reap nakłonił mnie na przykład taki oto napis:

DSC_0194

Na pewno będę szukać podobnych miejsc gdy następnym razem odwiedzę Kambodżę. Mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej, zaczynam już snuć wstępne plany 😉 Tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z Kambodży – starałam się w nich ująć atmosferę tego kraju. Niebawem na blogu pojawi się angielska wersja tego artykułu oraz wpis o wspaniałym Angkor Wat (i mnóóóóóóstwo zdjęć).

DSC_0034DSC_0074DSC_0086DSC_0106DSC_0116DSC_0214DSC_0227DSC_1444DSC_1463

 

Colmar – magical Christmas town

Usually when thinking about Christmas markets, the first country that comes to your mind is Germany. That’s correct, Christmas markets originated in Germany and many great Weihnachtsmarkts take place there but when looking for a place to go to enjoy the Christmassy atmosphere it’s worth to have a look in other countries, too.

The Colmar Christmas market, La Magie de Noël, is probably the best such market I have ever seen. The whole town – beautiful and picturesque on its own – becomes a huge Christmas village. The centre Colmar is a cute labyrinth of small streets lined with half-timbered houses. They’re all beautifully decorated and illuminated at the Christmastime (which in Colmar starts in the second half of November and lasts 6 weeks).

Zazwyczaj na hasło “jarmarki bożonarodzeniowe” pierwszym krajem, który przychodzi nam na myśl są Niemcy. Zgadza się, jarmarki świąteczne wywodzą się właśnie stamtąd i to właśnie u naszych sąsiadów znajdziemy wiele świetnych Weinachtsmarktów. Jednak szukając miejsca, w którym będziemy mogli cieszyć się świąteczną atmosferą w całej swej okazałości warto też wziąć pod uwagę inne kraje.

Jarmark bożonarodzeniowy w Colmar, La Magie de Noël, to chyba najpiękniejsze tego typu miejsce, jakie miałam okazję zobaczyć. Całe miasteczko – samo w sobie przepiękne i niezwykle malownicze – staje się jedną wielką świąteczną wioską. Centrum Colmar to uroczy labirynt uliczek wzdłuż których rozciągają się domy z pruskiego muru. Na czas Świąt (który tutaj zaczyna się w drugiej połowie listopada i trwa 6 tygodni) wszystkie są pięknie udekorowane i oświetlone.

DSC_0289DSC_034420171125_174751

What I liked most about Colmar is its fairytale atmosphere and lovely old architecture. I must say that La Magie de Noël looks more authentic and way less kitch than the vast majority of Christmas markets. Christmas decorations by the canals are just amazing.

To, co najbardziej urzekło mnie w Colmar to bajkowa atmosfera miasteczka i jego urocza stara architektura. Muszę przyznać, że La Magie de Noël wygląda zdecydowanie bardziej autentycznie i mniej kiczowato niż większość jarmarków bożonarodzeniowych. A dekoracje wzdłuż kanałów wyglądają naprawdę wspaniale.

20171125_17474820171125_17010720171125_164557DSC_0352DSC_0328

What can you do at the Colmar Christmas market?

There are plenty of different stands with handcrafted products such as home decorations, wooden toys, gifts ideas and, of course, stands with artisanal food. You can have some typical Alsatian and French food such as choucroute (sauerkraut with sausages), Alsatian sausages, French cheese and crepes. What I missed it the variety of vegetarian savoury food: only few stands offered vegetarian savoury crepes.

Also, almost everywhere you can buy mulled wine – both red and white.

Co można robić na jarmarku bożonarodzeniowym w Colmar?

Jest tam mnóstwo stanowisk z ręcznie robionymi produktami, takimi jak przeróżne dekoracje do domu, drewniane zabawki, pomysły na prezenty oraz, oczywiście stanowiska z jedzeniem własnej roboty. Można skosztować typowo alzackich i francuskich specjałów, na przykład choucrute (alzacja wersja bigosu), alzackich kiełbas, francuskich serów i naleśników. Brakowało mi większej oferty konkretnego wegetariańskiego jedzenia, bo tylko niektóre stoiska oferowały wegetariańskie należniki na konkretnie.

Poza tym niemal wszędzie można napić się grzańca – zarówno na bazie czerwonego, jak i białego wina.

DSC_0357

 

DSC_0354DSC_029020171125_18101120171125_163825

How to get to Colmar?

The two closest airports are Basel and Strasbourg. For these planning a trip on a budget (like I did 🙂 )I’d suggest going to Basel as there are many Easyjet flights from many different European destinations.

A jak dostać się do Colmar?

Dwa najbliższe lotniska to Bazylea i Strasburg. Tym, którzy preferują jak najmniejsze koszta wycieczki (tak jak ja 🙂 ) polecam udać się do Bazylei, dostaniemy się tam lotami Easyjet z wielu różnych miejsc w Europie.

**********

If you like this article, make sure you follow me on Facebook so that you don’t miss new posts! 🙂

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, koniecznie polub moją stronę na Facebooku, by nie umknął Ci żaden nowy post! 🙂

DSC_0308DSC_0287

A different Milan

To be honest I never quite liked Milan. The city seemed too chaotic, pretentious and snobby and as there’s a competition between the two big cities of the North of Italy: Milan and Turin I have obviously supported the latter. But as it often happens th destiny wanted me to give Milan a second chance: since April business travel has brought me there a few times.

I must admit that the city has many faces but you have to put some effort in order to discover the less known ones. At the first glimpse Milan is all about monumental architecture, huge and luxurious buildings, super rich tourists and stylish locals.

Przyznam szczerze, że nigdy nie przepadałam za Mediolanem. Miasto to wydawało mi się chaotyczne, napuszone i snobistyczne, a poza tym w kwestii odwiecznej rywalizacji miast Północy Włoch – Mediolanu i Turynu – nie mogłam nie opowiedzieć się za tym drugim. Los chciał, bym mogła dać Mediolanowi drugą szansę: od kilku miesięcy bywam tam dość często ze względu na wyjazdy służbowe.

Okazuje się, że miasto to ma wiele twarzy, ale trzeba trochę się postarać, by znaleźć te mniej znane. Na pierwszy rzut oka Mediolan to monumentalna architektura, olbrzymie luksusowe butiki, przebogaci turyści i stylowi mieszkańcy miasta.

0102

But Milan can also look like this:

Ale Mediolan może wyglądać też tak:

03

In the picture you can see Montagnette di San Siro, the San Siro Hill. It is a big park on a hill in the Northern part of the city. Many people come here for a walk, little bike trip or to admire the panorama of Milan. There are no tourists there – only people living in the economical capital of Italy. The atmosphere here is also very laid-off – the total opposite of the city centre where basically you can meet two categories of people: busy corporate and bank employees and tourist with shopping bags of the best fashion brands.

Na zdjęciu Montagnetta di San Siro, górka San Siro. Spory park na wzniesieniu na północy miasta, do którego przychodzi się na spacery, przejażdżki rowerowe czy też podziwianie panoramy miasta. Tu praktycznie nie zobaczymy turystów, a tylko mieszkańców gospodarczej stolicy Włoch. Panuje tu też spokojna, przyjemna atmosfera – przeciwieństwo centrum, w którym rozróżnić można przede wszystkim dwie kategorie ludzi: zabieganych pracowników korporacji i banków oraz turystów z torbami najlepszych modowych marek świata.

060504

Another laid off and familiar place is the area around Navigli, navigable and interconnected canals not too far from the city centre. Along the canals we can find many bars, restaurants and gelaterias which get quite crowded in the late afternoon.

Przyjemnie i swojsko jest także w okolicach Navigli, kanałów nieopodal centrum miasta. Wzdłuż nich jest mnóstwo barów, restauracji i lodziarni, które późnym popołudniem wypełniają się po brzegi.

0205

I have already written a separate article about the Brera District. It is a a special part of Milan with its own artistic atmosphere. Definitely a must go when visiting Milan. Why? Check it out here 🙂

O dzielnicy Brera napisałam już osobny post. To wyjątkowa dzielnica, która ma swój artystyczny klimat. Podczas pobytu w Mediolanie na pewno warto tam zawitać. Dlaczego? Zapraszam do artykułu.

DSC_0124

Finding delicious food in Milan (and in Italy in general) isn’t a difficult task but when you also want to do it on a budget, then it can get more challenging. As a Poznań-born foodie (people from Poznań are known for being very tight-fisted 😉 ) I have mostly eaten in good and rather cheap restaurants of Milan. Please have a look at places that I totally recommend!

Znalezienie pysznego jedzenia w Mediolanie (i ogólnie we Włoszech) nie należy do trudnych zadań, ale jeśli chcemy zrobić to przy jak najmniejszym budżecie, to nie jest już to takie proste. Jako foodie i zarazem oszczędna poznanianka jadam zazwyczaj w dobrych, acz raczej tanich knajpkach. Zobaczcie, które z nich polecam!

DSC_0604DSC_0606

Breakfast at Ravizza, via Hoepli

Ravizza is just a minute away from Piazza Duomo and offers a huge variety of croissants, doughnuts, brioches and many more. You can go for the traditional breakfast and have a cappuccino or, as I did, freshly squeezed orange juice.

Śniadanie w Ravizzy

Ravizza znajduje się dosłownie minutę od Piazza Duomo i może się poszczycić dużym wyborem rogalików, smażonych słodkości, brioche i innych. Można tradycyjnie wypić do tego cappuccino albo – tak jak ja zrobiłam – świeżo wyciskany sok pomarańczowy.

20171107_202539

Pizzeria Gino Sorbillo, Largo Corsia dei Servi

Pizzeria Gino Sorbillo is known to be one of the best pizza places in Milan. It’s enough to say that another Sorbillo pizzeria is in Naples: you know that if you head there you can expect a true Naples pizza. So far I have tried few different kinds and they’re all delicious! Also, you for most of the pizzas you pay between 8 EUR and 10 EUR which I must admit is not much for such a filling meal!

Pizzeria Gino Sorbillo uznana jest za jedną z najlepszych pizzerii w Mediolanie. Wystarczy wspomnieć, że druga, bliźniacza pizzeria mieści się w Neapolu – kierując się do Gino Sorbillo możemy więc spodziewać się prawdziwej, neapolitańskiej pizzy. Do tej pory spróbowałam kilku rodzajów i wszystkie są naprawdę pyszne! Za większość opcji z menu zapłacimy między 8 a 10 euro, co myślę, że jest niezłą ceną biorąc pod uwagę, jak sycącym posiłkiem jest pizza.

20171106_133103

La Piadineria, Via dell’Unione

I first discovered La Piadineria (and piadinas in general) during my Erasmus semester in Turin. Piadina is a thin Italian flatbread with different fillings. You can try it in different places in Milan but I would mostly recommend is La Piadineria: they offer a big variety of different fillings and they also have a seasonal menu. You can have a delicious lunch there for as litte as 5 EUR!

Po raz pierwszy odkryłam La Piadinerię (i w ogóle piadiny) podczas Erasmusa w Turynie. Piadina to włoski cienki placek podawany z różnymi farszami. Można je znaleźć w wielu miejscach w Mediolanie, ale ja polecam przede wszystkim La Piadinerię: mają ogromny wybór farszów, a do tego menu sezonowe. Można tam zjeść przepyszny lunch za 5 euro!

Aperitivo, Arco della Pace

Aperitivo (or Apericena) is definitely something to try in the North of Italy. At the beginning it was just some snacks with a glass of a drink and now it’s become an all you can eat buffet. How does it work? You pay for your drink (usually the price is around 10 EUR) and you can access the buffet and refill your plate as many times as you wish and try different delicacies. One of the best places to have aperitvo in Milan is Arco della Pace area, especially BhangraBar (photos taken there).

Aperitivo (albo apericena) to zdecydowanie coś, co warto spróbować będąc w Północnych Włoszech. Kiedyś było to kilka przekąsek podawanych razem ze szklanką mocniejszego trunku, teraz zaś apertivo przerodziło się w bufet kolacyjny. Jak to działa? Płacisz za coś do picia (zazwyczaj cena to ok. 10 euro) i masz dostęp do bufetu – można nakładać przekąski na talerz tyle razy, ile mamy ochotę i spróbować różnych smakołyków. Jedno z najlepszych miejsc na aperitivo to okolica Arco della Pace, a przede wszystkim mieszczący się tam BhangraBar (zdjęcia zostały zrobione właśnie tam).

Panzerotti Luini, Via Santa Radegonda

Panzerotto is a fried version of calzone and the locals say that you can best the best one at Luini. Panzerotti are very greasy, very heavy and very tasty 🙂

Panzerotto to nic innego jak smażona wersja calzone. Mieszkańcy Mediolanu jako najlepsze miejsce do skosztowania tego specjału podają Luini. Panzerotti są bardzo tłuste, bardzo ciężkie i bardzo smaczne 🙂

DSC_0643DSC_0650

Cioccolati Italiani ice -cream, different locations

A good article about food in Italy must include tips where to find the best ice-cream. I recommend Cioccolati Italiani: you can get there some delicious ice-cream with many additional toppings (whipped cream, nutella, waffle on the top…) and even get some chocolate (milk, dark or white) in the bottom of the cone. Cioccolati Italiani are in different places in Milan, also at the Malpensa Airport – in case you need a sweet goodbye before leaving Italy 🙂

Artykuł o jedzeniu we Włoszech nie może być kompletny bez wzmianki o lodach. Ja polecam udać się do Cioccolati Italiani: można skosztować tam przepysznych lodów z różnymi dodatkami (bita śmietana, nutella, wafelek…) a także wypełnić dół rożka czekoladą (mleczną, ciemną bądź białą). Cioccolati Italiani są w różnych miejscach w Mediolanie, także na lotnisku Malpensa – to wiadomość dla tych, którzy chcą słodko pożegnać się z Italią 🙂

*******************

If you like this article, make sure you follow me on Facebook so that you don’t miss new posts! 🙂

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, koniecznie polub moją stronę na Facebooku, by nie umknął Ci żaden nowy post! 🙂

(Mini) Culinary Guide to Crete

It was meant to be just a part of my previous post but then I realised that I had taken plenty of food pics in Crete and this topic deserves a separate article. I’m not a food blogger but there are some Cretan/Greek dishes and excellent restaurants in Crete I would like to recommend. Warning! Don’t read this post if you’re hungry 🙂

Początkowo miałam dodać kilka słów o jedzeniu do poprzedniego artykułu, ale okazało się, że mam tyle zdjęć i tyle do powiedzenia, że warto napisać o tym osobny post. Choć nie specjalizuję się we wpisach kulinarnych, to tym razem chcę podzielić się informacjami o kreteńskich/greckich potrawach, które warto zjeść i restauracjach, które trzeba na Krecie odwiedzić. Uwaga! Nie polecam czytać tego artykułu jeśli jesteś głodny/a 🙂

DSC_0233 — kopia

Crete is definitely a paradise for foodies: food is delicious and rather cheap. If what you want for lunch is street food, then you’re likely to find something yummy for 4 EUR. If you decide to head to a nicer restaurant, then obviously you will have to pay more but you definitely can have a nice three courses meal for 20 EUR (or less). Also, house wine is good and cheap – in Rethymno I had half a litre for 4 EUR.

So what to try in Crete? I started with the classic: tzatziki (love it!), pita and the true Greek salad – as banal as it might sound it’s a must in Greece!

Kreta to naprawdę raj dla smakoszy: jedzenie jest tam pyszne i całkiem tanie. Jeśli celujesz w obiadowy street food, bez problemu najesz się nawet za 4 euro. Jeżeli natomiast szukasz ładnej restauracji, to oczywiście zapłacisz więcej, ale zdecydowanie można zaliczyć trzydaniowy posiłek za 20 euro (albo mniej). Poza tym domowe wino jest bardzo dobre i naprawdę tanie – w Rethymno zapłaciłam 4 euro za pół litra trunku.

To cóż jeść na Krecie? Ja zaczęłam od klasyku: tzatziki (mój absolutny faworyt!), pita i prawdziwa grecka sałatka – niby banalnie, ale jak pysznie!

DSC_0801

Travelling (and eating) with my better half lets both of us explore a huge variety of local food: I’m a vegetarian and he’s a convinced meat eater. That was his street food lunch (all, including the beer, for 5 EUR).

Podróżowanie (i jedzenie) razem z moją drugą połową pozwala nam poznać wiele lokalnych smaków: ja jestem wegetarianką, on zaś zdeklarowanym mięsożercą. Oto jego streetfoodowy lunch (wszystko, łącznie z piwem, za 5 euro).

DSC_0850

I tried another simple and delicious food right after the Samaria Hike in the village of Agia Roumeli. These stuffed tomatoes were delicious and Greek yoghurt was a tasty addition to the meal (actually Greek yoghurt is often added to all kind of food in Crete).

Inny prosty acz bardzo smaczny posiłek zjadłam tuż po wędrówce wzdłuż Samarii, w miejscowiści Agia Roumeli. Nadziewane pomidory były naprawdę smaczne, a podany obok grecki jogurt okazał się dobrym dodatkiem (jest on często dodawany do przeróżnych potraw na Krecie).

DSC_0060

Some bars and restaurants offer a plate of Cretan specialities. That’s a great way to try different local foods such as dakos (dried bread with some topping), olives, aubergine salad (as much as I love aubergine I must admit I’m not a big fan of this salad), spinach pastries, dolmades (stuffed vine leaves), tzatziki and Cretan meatballs.

Niektóre bary i restauracje mają w menu talerz kreteńskich przekąsek – świetny sposób, by spróbować różnych lokalnych specjałów. Zazwyczaj są wśród nich dakos (grzanki z różnymi dodatkami), oliwki, sałatka bakłażanowa (tak jak uwielbiam bakłażany, tak ta sałatka nie przypadła mi do gustu), małe szpinakowe przekąski w cieście, dolmades (faszerowane liście winogron), tzatziki i kreteńskie klopsiki.

DSC_0235

When visiting Chania and just wandering the streets of the old town I found a nice looking restaurant. We decided to go for lunch there and that was a brilliant choice – the place is wonderful and we had great food at Steki Tavern: delicious baked feta cheese as a starter and then two great meals. I took talagani cheese salad to try something new: talagani cheese is creamy, delicate and a bit salty (like most of the Greek food 🙂 ). The salad was a great idea for a light lunch. My boyfriend went for something heavier (and meater 😉 ): kontosouvli – roasted pork. We had some drinks with the lunch (and got some grapes and raki on the house) and paid almost 30 EUR for everything.

Podczas przechadzki po urokliwych uliczkach starego miasta w Chanii natknęłam się na całkiem ładną restaurację. Był to strzał w dziesiątkę: Tawerna Steki to jest naprawdę przepiękne, a jedzenie – przepyszne. Jako przystawkę zamówiliśmy zapiekany ser feta, a jako główne danie natomiast coś nowego: sałatkę z serem talagani. Ser ten jest bardzo delikatny, kremowy i lekko słony (jak większość greckiego jedzenia 🙂 ). Sałatka ta sprawdziła się idealnie jako lekki lunch. Mój chłopak zdecydował się z kolei na coś cięższego (i mięsnego) kalibru: kontosouvli, czyli pieczoną wieprzowinę. Do tego coś do picia (plus darmowe winogrona i raki po posiłku), za całość zapłaciliśmy niecałe 30 EUR.

DSC_0944DSC_0961DSC_0967DSC_0968DSC_0969

Another great restaurant I discovered is Peskesi in Heraklion. Even though located close to the city centre, it is a bit hidden. I’m lucky that my Greek friend brought me there because Peskesi is definitely a great restaurant. What was impressive is that in this very touristic island amongst the restaurant guests there were only locals. It can mean only one thing: that’s the best quality of the Cretan food!

Inną świetną restauracją, którą odkryłam podczas pobytu na Krecie jest Peskesi w Heraklionie. Mimo że znajduje się nieopodal centrum miasta, to jest nieco schowana. Cieszę się, że moja grecka koleżanka mnie tam zaprowadziła: to niesamowite, że na turystycznej Krecie pośród klientów restauracji byli wyłącznie Grecy. Świadczyć to może tylko o jednym: to kuchnia kreteńska z najwyższej półki!

DSC_0147

Gazosa – Greek soda similar to Sprite

DSC_0150DSC_0152

And what about the main part of each meal? Yes, you’re right, I’m talking about dessert! To be fair sweet foods disappointed me a bit: in Crete I haven’t see as many patisseries as in other places. However, I couldn’t complain because as a baklava lover I got to eat this delicacy a few times! Baklava in Crete is delicious and the portions are usually huge!

A co w kwestii najważniejszej części każdego posiłku? Tak, zgadza się, mówię oczywiście o deserze. Szczerze powiedziawszy Kreta troszkę rozczarowała mnie w kwestii słodyczy: nie ma tam tylu cukierni, co w wielu innych miejscach. Ale nie mogę narzekać – jako wielka fanka baklawy zajadałam się wielokrotnie tym przysmakiem. Baklawa jest na Krecie naprawdę pyszna, a serwowane porcje – olbrzymie!

DSC_0236DSC_1040DSC_1051

Weekend trip idea: Gdańsk & Sopot

Gdańsk znam od dawna. A przynajmniej myślałam, że znam. Gdy byłam dzieckiem Gdańsk był wybawieniem podczas deszczowych dni nad morzem, gdy w małej, nadmorskiej wiosce nie było co robić: hop, do samochodu, 1,5 godziny później jesteśmy w dużym, ciekawym mieście.
Dlatego więc Trójmiasto nie było piorytetem w moich podróżniczych planach. W końcu tam dotarłam na wspaniały weekend nad morzem i wiem, że wybrałam właściwy kierunek podróży!

Weekend w Gdańsku zaczęłam od Oliwy, nowego mi miejsca. Dzielnica ta, znana głównie za sprawą mieszczącej się tam katedry z olbrzymimi organami, zachwyciła mnie swą zielenią. Piękne, duże parki aż proszą się o spacery.

***

I’ve know Gdansk for many, many years – or at least I thought I knew the city. When I was a child Gdańsk would save me (well mostly my parents) from boredom of rainy days at the seaside. In this tiny village we used to stay there was literally nothing to do when the weather was bad but it then 1,5 h and magically we were in this great city of Gdańsk.

That’s why Tricity wasn’t on top of my travels list as I prefer discovering new places. But finally I went there for a weekend and I must say it was a well chosen travel destination!

My weekend in Gdańsk started in the Oliwa district – completely new place to me. What amazed me there is that this part of the city, known mostly because of the cathedral with its impressive organ is so green. Oliwa’s beautiful, big parks are just perfect for a lovely stroll.

Spacerując po Oliwie natknęłam się na taki oto mural:

When wandering in Oliwa I saw this interesting mural:

x

Na Starej Oliwie odkryłam też przemiłą knajpkę z pysznymi śniadaniami: Jak się masz? Zdjęcie nie okazuje pyszności tosta z avocado (nie miałam przy sobie aparatu, stąd zdjęciowa lipa), ale polecam jak najbardziej to inne pozycje śniadaniowe – także wegańskie – tego miejsca.

03

Po śniadaniu udałam się do centrum Gdańska, a właściwie – jak mówią autochtoni – do Gdańska Głównego. Podczas spaceru przez Starówkę zaskoczyło mnie, jak wielu jest w Gdańsku turystów ze Skandynawii, co chwilę słyszałam języki Północy.

Wybierając się do Starego Miasta koniecznie polecam skręcić w którąś z pobocznych uliczek: są prześliczne i nie ma tam tłoku.

***

After the breakfast I headed to Gdańsk city centre. When walking in the Old Town I was surprised by how many Scandinavian tourists were there, literally all the time I could hear people speaking languages of the North.

If you go to Gdańsk Old Town, try wandering through its smaller streets: they are just lovely and not crowded at all.

04050607

Uwielbiam małe stoiska z bursztynami, w Gdańsku są one dosłownie wszędzie!

I love these tiny stalls with amber, in Gdańsk they’re everywhere!

Nie mogło zabraknąć też przechadzki wzdłuż Motławy. Miło się tam spaceruje, ale odradzam zatrzymywanie się na kawę czy obiad: ceny horrendalne, a niedaleko można znaleźć równie przyjemnie, acz dużo tańsze miejsca.

***

A walk by the Motława river is a must when visiting Gdańsk. It’s a very nice place for a stroll but I wouldn’t recommend eating or having a coffee there: prices are very high and just few steps away you can find other great and cheaper cafes and restaurants.

Następny dzień to spacer plażą do Sopotu i popołudnie tamże. Polecam oddalić się troszkę od popularnego Monciaka, by znaleźć perełki takie jak ta:

***

On the next day I walked through the beach to Sopot, I also spent the afternoon there. If you walk a bit further from the Monte Cassino street (main street in Sopot) you can find such beautiful buidings:

13

I jeszcze kilka zdjęć z Sopotu:

And few more snaps from Sopot:

Prawdziwy relaks na plaży:

Now that’s what I call real chill:

16

Na koniec jeszcze jedna ważna kwestia: gdzie jeść w Trójmieście? Trafiłam do świetnych miejsc na obiad w Gdańsku i Sopocie, które jak najbardziej polecam. Mam wrażenie, że w Trójmieście nie jest łatwo znaleźć dobrą kuchnię w przystępnych cenach – zwłaszcza w centrum. Ale zdarzają się też perełki:

***

And a very important topic to end this post: where to eat in Tricity? I have found really nice places in Gdansk and Sopot and I can definitely recommend eating there. I think that finding a good and not expensive restaurants in the city centre is not an easy task but (as you can see below) not impossible:

19

Gdańsk – Original Burger przy ul. Długiej. Klimatyczny lokal, samiusieńkie centrum, i porządny burger w zestawie za mniej niż 30 zł, są też opcje wegetariańskie.

***

Gdańsk: Original Burger, Długa Street. Cosy place with an interesting design, right in the city centre and a decent burger for less than 30 zł, there are veggie burgers there as well.

Sopot – Śliwka w Kompot, vis a vis krzywego domku. Nie jest najtaniej, ale ceny do zaakceptowania. Dużo opcji wegetariańskich i rybnych, duże porcje, pyszne lemoniady i miła obsługa. Oby następnym razem znalazło się tam też jakieś mleko roślinne do kawy 🙂

***

Sopot: Śliwka w Kompot, right opposite the crooked little house. It’s not the cheapest place ever but their prices are fair. There are many vegetarian options in the menu, big portions, tasty lemonades and good service. Hopefully next time they will also have some plant milk 🙂

Powroty do domu są zawsze milsze w malowniczej scenerii 🙂

Going back home is always better in a picturesque scenery 🙂

DSC_0579 — kopia

Andalusia off the beaten track

Spain, and especially its Southern part, is one of the most popular tourist destinations in Europe. The place attracts mostly beach lovers and party animals. Places like Marbella are known for its great night life and the whole Costa del Sol offers excellent tourism infrastructure and entertainment. I believe that the image of Aldalusia as a perfect party place is really unfair as there’s much more to do in the South of Spain.

When I was living in Andalusia I discovered wonderful places off the beaten track, hidden nature’s beauty and charming Andalusian towns and villages. Below some tips what to do and where to go to discover a different Andalusia.

Hiszpania, przede wszystkim jej południowa część, to jeden z najpopularniejszych wakacyjnych kierunków w Europie. Urlop tam kojarzy się głównie z dniami na plaży i nocami na dzikich imprezach. Miejsca takie jak Marbella słyną z ich bujnego nocnego życia, a cała Costa del Sol to raj dla turystów z punktu widzenia infrastruktury i rozrywek tam dostępnych. Myślę jednak, że przypinanie Andaluzji łatki miejsca na imprezy jest niesprawiedliwe, bo ta część Hiszpanii może nam zaoferować dużo, dużo więcej.

Mieszkając w Andaluzji odkryłam wiele wspaniałych i mniej znanych miejsc, liczne ukryte cuda natury i urocze andaluzyjskie miasta i wioski. Zapraszam na post ze wskazówkami dokąd jechać i co robić, by odkryć inną Andaluzję.

la garanata del espino - alcala de los

HIKING

Andalusian hilly landscape is great for some hiking. The region is full of hiking paths, from very simple ones to quite advanced level. Hiking there is a great way to explore less known places in Andalusia: hidden waterfalls, breathtaking mountanious views and the true South of Spain, the one which cannot be seen in tourist resorts.

Below few pictures taken during a hike nearby the Bolonia beach: quite an easy hike, wonderful views from above: one of the most beautiful beaches in the area and a 200 meters wide dune.

PIESZE WYCIECZKI

Pagórkowy krajobraz Andaluzji aż prosi się o górskie wycieczki. W regionie tym znajdziemy mnóstwo szlaków: od najprostszych po te trudniejsze. Takie wędrówki to świetny sposób, by odkryć mniej znane miejsca w Andaluzji: ukryte wodospady, niesamowite górskie widoki i prawdziwe południe Hiszpanii, którego nie odkryjemy w turystycznych kurortach.

Poniżej kilka zdjęć z wycieczki nieopodal plaży w Bolonii. Całkiem łatwa przeprawa i wspaniały widok na jedną z najpiękniejszych plaż w okolicy i 200 metrową wydmę.

bolonia

bolonia 2

DSC_0662

bolonia 3

Garganta del Espino, Alcalá de los Gazules – a more demanding hike but getting to a hidden waterfall is definitely worth the effort. Great adventure in a very green and picturesque area of Andalusia.

Garganta del Espino, Alcalá de los Gazules – bardziej zaawansowany szlak, ale ukryty wodospad na jego końcu rekompensuje trudy wędrówki. Świetna przygoda i wycieczka przez bardzo zieloną i malowniczą część Andaluzji.

la garanata del espino - alcala de los - 2la garanata del espino - alcala de los - 3la garanata del espino - alcala de los - 4

Castellar

The town of Castellar is known mostly because of its animal rescue centre turned into a zoo). Very few know that the souroundings of Castellar are so beautiful: another great place for a hike/walk!

Castellar

Miasteczko Castellar znane jest głównie ze względu na azyl dla zwierząt przekształcony w zoo. Mało kto jednak wie, że okolica wokół Castellar jest tak piękna: kolejne świetne miejsce na spacer bądź dłuższą wyprawę!

castellar

BEAUTIFUL BEACHES

The most popular tourist destination in Andalusia is Costa del Sol. And even though there are some really nice spots there, I think that the Southern coast of Andalusia has way better beaches. The Southern coast doesn’t have great infrastructure like Costa del Sol but it’s way closer to nature and some places there are just breathtaking. I would mostly recommend the coastline between Tarifa (cute surfer town) and Bolonia. Morrocco at the background tops up the great view!

PIĘKNE PLAŻE

Najbardziej popularnym wśród turystów kierunkiem w Andaluzji jest Costa del Sol. I mimo iż jest tam wiele pięknych miejsc, myślę, że jednak południowe wybrzeże regionu może poszczycić się najlepszymi plażami. Południowe plaże nie mają rozbudowanej infrastruktury jak Costa del Sol, ale są dużo bliższe natury i niektóre naprawdę zapierają dech w piersiach. Polecam szczególnie linię brzegową między Tarifą (urocze surferskie miasteczko) a Bolonią. Wisienką na torcie jest Maroko na horyzoncie!

beach 2beach

ANDALUSIAN TOWNS

Sevilla and Malaga are two biggest cities in Andalusia and they attract the biggest number of tourists. They’re undoubtedly amazing cities but they can be easily crowded and Sevilla during the summer reaches incredibly high temperatures which can make visiting less pleasant. If you’re interested in going to Sevilla click here for some tips and in today’s post I’ll focus on two much smaller, less know but equally beautiful towns: Estepona and Ronda.

Estepona is a charming Costa del Sol town which is definitely calmer than the most places in the region. When in Estepona don’t head straight away to the beach but rather wander around the town and discover its pretty tiny streets full of flowers. More pictures here.

MIASTECZKA ANDALUZJI

Sewilla i Malaga to największe miasta Andaluzji i to one przyciągają najwięcej turystów. To bez wątpienia niesamowite, acz zatłoczone miasta. Poza tym latem w Sewilli panują bardzo wysokie temperatury, zdecydowanie więc odradzałabym zwiedzanie miasta w tym czasie. Zainteresowanych Sewillą odsyłam do tego artykułu po więcej informacji, a w dzisiejszym poście przedstawię dwa znacznie mniejsze, ale równie piękne miasteczka: Esteponę i Rondę.

Estepona znajduje się na Costa del Sol, ale jest znacznie spokojniejszym miastem niż większość w tym rejonie. Będąc w Esteponie nie należy od razu ruszać na plażę, zdecydowanie lepiej poprzechadzać się po uroczych, kwiecistych uliczkach. Więcej zdjęć tutaj.

estepona 2estepona

Another town worth visiting is Ronda, one of the oldest Spanish towns. It’s located about 100 km West from Malaga and in order to get there you’ll drive one of the most spectacular roads I have seen in the South of Spain.

Ronda is situated in a mountainous area more than 700 m above mean sea level and a river (Guadalevín) runs through the town and divides it in two. One of the most dramatic views in the area is Puente Nuevo – a bridge that span the 120 m 100 deep chasm.

No wonder that this incredible town was a favourite with the Romantics of the late 19th century, and has attracted an array of international artists and writers such as Alexandre Dumas and Ernest Hemingway.

Innym miasteczkiem, które na pewno warto odwiedzić to Ronda, jedno z najstarszych miast Hiszpanii. Znajduje się ono ok. 100 km na zachód od Malagi, a wiedzie tam jedna z najbardziej widowiskowych dróg, które miałam okazję zobaczyć na południu kraju.

Ronda jest na górzystym terenie ok. 700 m nad poziomem morza, a rzeka (Guadalevín) przepływa przez miasto dzieląc je na dwie części. Z mostu Puente Nuevo, który wisi nad ponad stumetrową przepaścią, rozpościera się jeden z najbardziej zapierających dech w piersiach andaluzyjskich widoków.

Nic dziwnego, że to miasteczko było perełką Romantyków końca XIX w. i przez wieki przyciągało artystów i pisarzy, byli wśród nich np. Alexandre Dumas i Ernest Hemingway.

ronda 2ronda 3ronda

ANDALUSIAN LIFESTYLE

There’s much more to travelling than just crossing places off the to do/see list. In the South of Spain you must definitely experience local lifestyle, culture and tradition and – of course – try delicious Andalusian food.

I’d definitely recommend having a drink in a chiringuito – typical Spanish bar by the seaside, often serving some local food as well.

ANDALUZYJSKI STYL ŻYCIA

Podróżowanie to nie tylko skreślanie kolejnych miejsc z “to do listy”. Na południu Hiszpanii koniecznie trzeba zanurzyć się w tamtejszym stylu życia, kulturze, tradycji oraz – oczywiście – spróbować pysznego lokalnego jedzenia.

Bardzo polecam udać się na drinka w chiringuito – typowym hiszpańskim barze przy morzu, w którym czasem też możemy znaleźć lokalne przysmaki.

20160320_195043

My top food to try in Andalusia: goat cheese in all its versions! Here a delicous goat cheese salad ❤

Mój faworyt jeśli chodzi o andaluzyjskie jedzenie: kozi ser we wszelkich odsłonach! Na zdjęciu pyszna sałatka z takim serem ❤

20160313_155044

And churros as a dessert!

A na deser: churros!

20160130_113919

DSC_0759

When travelling to Andalusia don’t forget to swing by Gibraltar – an interesting place to see! You can find an article about Gibraltar here.

Podróżując po Andaluzji nie zapomnijcie wpaść na chwilkę na Gibraltar – to bardzo ciekawe miejsce! Artykuł o Gibraltarze możecie znaleźć tutaj

**************

If you like this article, make sure you follow me on Facebook so that you don’t miss new posts! 🙂

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, koniecznie polub moją stronę na Facebooku, by nie umknął Ci żaden nowy post! 🙂

20160528_141546

[ENG] The most underrated Italian city

My today’s post is about one of the least appreciated Italian cities:  Turin. We don’t hear much about the Piedmont capital, and if we do, it’s usually in relation to the city’s industry and commerce. However, Turin can offer much, much more: it’s a place with a rich history and culture as well as a beautiful architecture and landscape.

DSC_0699 — kopia

The first capital city of Italy is located by the Alps and the mountains can be admired even from the city centre. The best places to see the picturesque city panorama with the Alps at the background are Monte Dei Cappuccini or Superga – a hill amost 700 meters above sea level with a church at the top. But there’s more to admire than just the beautiful surroundings: Turin is home to great architecture, prominent city squares, streets with neverending arcades and many parks. A number of green areas are by the river Po and not far from the city centre: it definitely makes Turin one of the greenest cities in Italy. One of the most beautiful parks is Parco del Valentino: within it there’s a medieval village and a castle which is now the seat of the Architecture Faculty of the Polytechnic University of Turin. All those places can be reached in less than 15 minutes walking from the city centre!

DSC_0624 — kopia

The pearl of Piedmont is also a perfect place for culture vultures and history lovers. The city used to be a major Italian political centre and is often called “the cradle of Italian liberty” – as it played a very important role in Risorgimento. Many years later Turin became a symbol of Italian industry and commerce. When walking through the streets of Turin one can feel the atmosphere of the past and for those more interested in history, there’s plenty of great museums: amongst the most popular there are the National Museum of Cinema and Museo Egizio, but when in Turin it’s also a good idea to go to the Art Gallery of Marella and Giovanni Agnelli which is on the top floor of Lingotto – the building that once housed a Fiat factory. Not far from the place, there’s the Olympic Village from 2006. If someone is interested in more oriental art, there’s also the Turin Museum of Oriental art which contains one of the most important Asian art collections in Italy.

DSC_0808

The Piedmont and its capital can amaze us not only with their beauty and culture. Even though Turin is not associated with delicious cuisine like Naples or Sicily, there are definitely some yummy things to try out. And I don’t mean here very particular Bagna Càuda (fondue-like sauce made of garlic, anchoives and butter) but rather, for example, the aperitivio tradition: a glass of vermouth (the beverage was first produced in Turin) with some finger food before the main meal of the evening. Aperitivo has gradually become apericena which is basically a buffet dinner (with different types of aperitivo-like food), always with a glass of an alcoholic beverage. We can see how popular is apericena each evening in Turin: main squares and streets with bars are crowded and people enjoy their drinks and food until very late.
When talking about the culinary side of Turin, it’s impossible not to mention all kinds of desserts. Most of them are made of nuts, one of the most important ingredients of the Northern Italian cuisine. Hazelnuts are used to make gianduja, sweet chocolate spread, which can be the base for ice cream, chocolate sweets and other delicacies. Suffice it to say that the world famous Nutella – brand from Piedmont – is a type of gianduja.
In Turin even coffee can be a dessert: bicerin, a delicious coffee drink native to Turin, is made of espresso, chocolate and cream. The exact recipe and proportions are a secret and the original version of bicerin – “the true one” – is served at the Al Bicerin Cafe not far from Corso Regina Margherita.

 

It’s really easy to go around the city as Turin’s public transport is one of the best in Italy. Almost all the attractions can be reached by modern tubes and numerous buses and the schedule is available even on Google Maps. For the active ones there’s a great alternative: bike sharing.
Different ways to visit the city, but they all lead to the same conclusion: Turin is a truly wonderful city.

************

If you like this article, make sure you follow me on Facebook so that you don’t miss new posts! 🙂

DSC_0632 — kopia

Palazzo Madama

DSC_0636 — kopia

Palazzo Madama once more

 

view from Monte dei Cappuccini

DSC_0751 — kopia

Palazzo Reale

 

medieval village in Parco del Valentino

DSC_0578

Turin tube station